Biskup Piotr Libera, Sekretarz Generalny KEPPIELGRZYMKA JANA PAWŁA II DO POLSKI. SPRAWY AKTUALNE Moje wystąpienie obejmuje trzy części: I. Podsumowanie sierpniowej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski. II. Sytuacja społeczno-polityczna w kraju. III.Jesienne wybory samorządowe. Ad I. Hasło tegorocznej pielgrzymki do Polski: "Bóg bogaty w miłosierdzie", nawiązywało do encykliki, którą Jan Paweł II ogłosił przed 22 laty. Dives in misericordia tworzy wraz z dwoma innymi encyklikami: Redemptor hominis i Dominum et Vivificantem, swoisty papieski "tryptyk". Encykliką Dives in misericordia, opublikowaną w 1980 r., Ojciec Święty otworzył nowe horyzonty w refleksji Kościoła nad tajemnicą Bożego miłosierdzia w dziejach zbawienia. Równocześnie przygotował niejako fundament teologiczny dla przyjęcia orędzia o Jezusie Miłosiernym, którego apostołką była św. Faustyna Kowalska. Z drugiej strony, przesłanie o Bogu bogatym w miłosierdzie jest poniekąd dopełnieniem jednego z głównych wątków obecnego pontyfikatu, który zawiera się w słowach: "Nie lękajcie się!" Mamy się nie lękać, bo bogactwo Bożego miłosierdzia jest większe od zła obecnego w świecie, od zła, które dostrzegamy w życiu społecznym i osobistym. Nie ma w świecie takiego zła: nieprawości, grzechu, zbrodni, którego nie można zatopić w "oceanie Bożego miłosierdzia" - jak mawiała siostra Faustyna. Świadomość tego rodzi w sercu człowieka nową nadzieję i ufność. "Jezu, ufam Tobie". Miłosierdzie to otwarte wciąż okno, przez które Bóg spogląda na świat, na dzieje jednostek i całych narodów. Miłosierdzie to nie jakaś idea, ale Osoba. To nie coś, ale Ktoś! Miłosierdzie to Jezus, Jezus Miłosierny, którego wizerunek czczony jest w krakowskich Łagiewnikach. Wzniesiona tam świątynia jest sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Poprzez jej konsekrację Papież ostatecznie potwierdza kult Bożego Miłosierdzia w świecie. Nawiązując do określenia Jana Pawła II, mówiącego o "geografii" wiary i pobożności, można powiedzieć, że na geograficznej mapie wiary Ludu Bożego pojawia się nowy ważny punkt w postaci sanktuarium, w którym niebo styka się z ziemią, sprawy Boże ze sprawami ludzkimi. Człowiek, który przekroczył próg trzeciego tysiąclecia, szuka miejsc naznaczonych obecnością Boga. Nosi bowiem ukrytą potrzebę łączenia "rzeczy nowych i starych". Na trasie tegorocznej pielgrzymki papieskiej znalazły się "nowe" Łagiewniki i "stare" miejsce pątnicze, jakim jest Kalwaria Zebrzydowska. W ostatnim dniu swej wizyty w Ojczyźnie Papież nawiedził sanktuarium pasyjnomaryjne, które od czterystu lat niezmiennie promieniuje na kolejne pokolenia Polaków, budząc w nich miłość do krzyża Chrystusowego i Matki Bożej. Zanim wyruszył w dalszą drogę apostolskiego pielgrzymowania, pragnął chwilę odpocząć i pokrzepić swe siły modlitwą przed obrazem Kalwaryjskiej Pani, i zawierzyć Jej swoją posługę Piotrową, losy Kościoła i swój naród. Swoistym ukoronowaniem papieskich odwiedzin ojczystego kraju była beatyfikacja na krakowskich Błoniach: kapłana, zakonnika, siostry zakonnej i biskupa. Przeżyliśmy ją jako święto całego Kościoła, a zarazem jako dzień szczególnej radości dla Kościoła, który żyje w Polsce. Nowi błogosławieni są bowiem dojrzałym owocem działania łaski Bożej w życiu chrześcijanina oraz przykładem realizowania doskonałości ewangelicznej w trudzie codziennego zmagania się ze słabością. Polska, będąca na trudnym "wirażu swoich dziejów", potrzebuje nowych orędowników w niebie, potrzebują ich Polacy, aby "mieć" nie wzięło w ich życiu góry nad "być". Dlatego przyjmujemy z wielką wdzięcznością od Ojca Świętego dar w postaci czterech nowych błogosławionych, ponieważ uczą nas oni trwania w komunii miłości z Jezusem Chrystusem i wspierają w budowaniu Kościoła oraz narodowej wspólnoty. Jakie implikacje dla osób konsekrowanych płyną z papieskiego przesłania? Żeby dać odpowiedź na to pytanie, trzeba wrócić do słów Jana Pawła II, który 18 sierpnia mówił w homilii na krakowskich Błoniach: Dzieło miłosierdzia wyznaczało również drogę powołania zakonnego błogosławionej Sancji Janiny Szymkowiak, serafitki. Już z domu rodzinnego wyniosła gorącą miłość do Najświętszego Serca Jezusowego i w tym duchu była pełna dobroci dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących. Przynależąc do Sodalicji Mariańskiej i Kółka Miłosierdzia św. Wincentego, niosła im konkretną pomoc, zanim jeszcze wstąpiła na drogę życia zakonnego, by potem jeszcze pełniej oddać się na służbę innym. Ciężkie czasy hitlerowskiej okupacji przyjęła jako okazję do całkowitego oddania siebie potrzebującym. Swoje powołanie zakonne zawsze uznawała za dar Bożego miłosierdzia. Pozdrawiając Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej - serafitek, zwracam się do wszystkich sióstr zakonnych i osób konsekrowanych: niech błogosławiona Sancja będzie wam przykładem, patronką. Przyjmijcie na swój sposób jej duchowy testament, który zawarła w jednym prostym zdaniu: "Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe". Następnie Papież mówił: Wpatrując się w postać tych błogosławionych, pragnę przypomnieć raz jeszcze słowa, które napisałem w encyklice o Bożym miłosierdziu: "Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich" (n. 14). Obyśmy na tej drodze odkrywali coraz pełniej tajemnicę miłosierdzia Bożego i żyli nią na co dzień! W obliczu współczesnych form ubóstwa, których, jak wiem, nie brakuje w naszym kraju, potrzebna jest dziś - jak to określiłem w liście "Novo millennio ineunte" - "wyobraźnia miłosierdzia" w duchu solidarności z bliźnimi, dzięki której pomoc będzie "świadectwem braterskiej wspólnoty dóbr" (por. n. 50). Niech tej "wyobraźni" nie zabraknie mieszkańcom naszej Ojczyzny. Niech wyznacza ona duszpasterski program Kościoła w Polsce. Niech orędzie o Bożym miłosierdziu zawsze znajduje odbicie w dziejach miłosierdzia ludzi. Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba "wyobraźni miłosierdzia", aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i materialne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni miłosierdzia wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5,7). Myślę, że powyższe słowa Jana Pawła II powinny być przedmiotem pogłębionej refleksji wszystkich ludzi Kościoła w Polsce. W sposób szczególny jednak adresowane są one do rodzin zakonnych. Według Jana Pawła II s. Sancja może być patronką programu miłosierdzia dla osób konsekrowanych. Uważam, że nasze domy generalne, prowincjalne, kapituły mają zadanie pochylić się nad tym przesłaniem, żeby wyciągnąć konkretne wnioski praktyczne dla działalności swego instytutu. Owoce sierpniowej pielgrzymki O 10 punktów procentowych wzrosło zaufanie Polaków do Kościoła katolickiego. Przed wizytą Jana Pawła II wynosiło 69 proc., a po pielgrzymce - 79 procent. Jednocześnie zmalał z 56 do 48 odsetek Polaków, uważających, że rola Kościoła w życiu politycznym jest za duża. Sondaż przeprowadził OBOP w dniach 24-26 sierpnia na 1003-osobowej grupie mieszkańców Polski powyżej 15 roku życia (PAP). W 2002 r. do seminariów diecezjalnych i zakon-nych w Polsce wstąpiło 1367 kandydatów - poinformował ks. dr Wacław Depo, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych w Polsce, a zarazem rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu. Jak podkreśla, jest to około 80 osób więcej niż w ubiegłym roku. Tradycyjnie już najwięcej chętnych wstąpiło do seminarium diecezji tarnowskiej - przybyło w nim 69 alumnów. Według danych z 5 września br., na pierwszy rok studiów w roku akademickim 2002/2003 do seminariów diecezjalnych wstąpiło 1046 kandydatów. Z kolei na pierwszy rok do seminariów zakonnych wstąpiło 321 kandydatów. W sumie daje to liczbę 1367. Jest to na pewno rezultat współdziałania łaski Bożej z owocami pielgrzymek Papieża na Światowe Dni Młodzieży w Toronto i do naszej Ojczyzny. Na wszystkich rocznikach w wyższych seminariach duchownych diecezjalnych studiuje obecnie 4883 alumnów, a w seminariach zakonnych 1927 kandydatów do kapłaństwa. Daje nam to liczbę ogólną 6810 kleryków. Ad II. Spoglądając na sytuację społeczno-polityczną Polski, wydaje się, że dominuje poczucie kryzysu i niepewności. Wyzwala ono w wielu Polakach tęsknotę za jakąś jedną ideą, pojedynczym czynnikiem lub może człowiekiem, mogącym odmienić ich los. Trudno im się pogodzić z myślą, że ani takiej idei, ani takiego czynnika, ani człowieka nie ma. Pragnienie odnalezienia jednej prostej drogi wyjścia z kłopotów dręczy zarówno tych, którzy z nostalgią wspominają PRL (wg niedawnych sondaży aż 40% tęskni za Polską Ludową), jak i tych, którzy do dziś sentymentem darzą "Solidarność". Jedni i drudzy pamiętają bowiem jednoczące idee, zdolne mobilizować ludzkie rzesze obietnicą lepszej przyszłości. Ci pierwsi tęsknie sięgają do czasów "jedności moralno-politycznej", gdy wola partyjnego sekretarza zdolna była wznosić fabryki i domy, niekoniecznie zaś chcą pamiętać, że owa jedność odzwierciedlała totalność tamtego systemu, który zamiast do świetlanej przyszłości przywiódł kraj do katastrofy politycznej i gospodarczej. Ci drudzy z rozrzewnieniem myślą o czasach wspólnoty, zbudowanej w toku solidarnościowego zrywu wokół jej charyzmatycznego przywódcy, niekoniecznie zauważając, że już wówczas ruch ten był zróżnicowany wielością motywacji i celów, jego rozproszenie stanowiło więc nieuchronną i nieodwracalną konieczność. Ufność w siłę sprawczą jednoczącego ideału jednolitej władzy politycznej wyraźnie ujawniła się w obecnym obozie rządowym. Jego uczestnicy, z premierem na czele, od czasu wyborczego zwycięstwa deklarowali konieczność skupienia całości procesów decyzyjnych w jednym ośrodku, by móc rozwiązać problemy kraju. Robili wrażenie rozsierdzonych, że mimo otrzymania wyborczej legitymizacji muszą się liczyć z innymi instytucjami, prowadzącymi własną działalność, podejmowali więc z nimi walkę i starali się je sobie podporządkować. Takie nadzieje, formułowane jako żądania, widoczne są w działalności rozmaitych komitetów protestacyjnych, powstających choćby w Szczecinie, i wśród uczestników pochodów, przybywających od czasu do czasu pod siedziby władz centralnych czy lokalnych. Jedna decyzja rządu czy ministra ma uratować przemysł stoczniowy, uzdrowić górnictwo, zapewnić przyszłość zbrojeniówce i zagwarantować opłacalność produkcji rolnej. Wielu obecnych członków rządzącej ekipy sugerowało nie tak dawno, że jest to możliwe i właśnie oni są do tego zdolni. Może niektórzy nawet naprawdę w to wierzyli. U wielu ich sympatyków utrata tej wiary wywołuje jednak frustrację. Wicepremier Kołodko ma tę wiarę przywrócić i choć próbuje, to nie wygląda na całkowicie przekonanego, że mu się to uda. Niektórzy są mimo to skłonni w nim widzieć męża opatrznościowego, który zainicjuje jakiś nowy początek i otworzy nowy rozdział dziejów. Znaczna część opozycji i jej sympatyków też żyje wiarą w jedną, prostą receptę na całe zło. Kiedyś wiarę tę dawała "Solidarność" i niektórzy tęsknią za jej jednoczącą siłą. Każdy jednak dziś inaczej identyfikuje źródło tej ówczesnej siły, inne idee postrzega jako motywujące i scalające. Trzeba zwrócić uwagę, że zasada jednolitości władzy państwowej jest sowiecką doktryną ustrojową, zaszczepioną w PRL, gdzie swoje kariery rozpoczynało wielu funkcjonariuszy obecnego obozu rządzącego. Po stronie dawnej opozycji solidarnościowej, zwłaszcza tej przekształconej w prawicę, także zrobiły furorę teorie jednoczynnikowe, uzależniające pomyślność kraju od wypełnienia jakiegoś pojedynczego warunku, zwłaszcza lustracji czy dekomunizacji. Ponad podziały polityczne wykracza natomiast pogląd o niezbędności wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej jako warunku prawdziwej demokracji i panaceum na niedomogi Rzeczypospolitej. Hasło dekomunizacji skłóciło jednak dawną opozycję, lustracja dotknęła najdotkliwiej ją samą, a ordynacja wyborcza jest przedmiotem ciągłych manipulacji, dokonywanych przez doraźne sojusze polityczne w poprzek tradycyjnych podziałów. Po upadku charyzmy Lecha Wałęsy kandydatem na męża opatrznościowego został Jan Olszewski, a potem się od nich zaroiło, co żadnemu nie wyszło na dobre, o samej prawicy nie mówiąc. Wzlot i upadek Mariana Krzaklewskiego był tylko ostatnim tego przykładem. Opozycja nie ma i nie będzie mieć jednej idei czy osoby, wokół której stanie w jedności cały wskrzeszony obóz solidarnościowy, by odmienić kraj. Uczestnicy i sympatycy tego obozu rozeszli się do swoich zajęć, rozmaitymi kierują się dziś motywacjami i do różnych zmierzają celów. Ad III. Wybory do samorządów są szansą, by zmienić negatywne zjawiska, obserwowane w polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej. Ta szansa jest jednak równocześnie wyzwaniem dla środowisk, kierujących się chrześcijańską wizją życia człowieka we wspólnocie narodu i jego państwa. Szansy tej nie wolno zaprzepaścić, pozostawiając prowadzenie kampanii wyborczej tylko dużym, fachowo przygotowanym partiom politycznym, dysponującym odpowiednimi środkami finansowymi. Dużym partiom i kręgom politycznym sprzyja ordynacja wyborcza, uchwalona przez Sejm. Tym samym ich skuteczność w wyborach może być wysoce prawdopodobna. Utrwali tendencje monopolizacji władzy i wpływu na obszar samorządowy przez ośrodki, które przeważnie realizują liberalny model gospodarczo-społeczny. Model ten tylko hasłowo uwzględnia potrzeby szarego obywatela, w istocie zaś preferuje interes kapitału i rynku, gdzie liczy się jedynie zysk za wszelką cenę, a sprawy człowieka schodzą na dalszy plan. Tylko struktury władzy samorządowej, opierające się na chrześcijańskiej zasadzie nadrzędnej wartości osoby ludzkiej i jej podstawowych praw do pełnego rozwoju fizycznego i duchowego, mogą złagodzić katastrofalne skutki stagnacji gospodarczej, wynikłej z globalnej polityki monetarnej, stosowanej w Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy i w świecie. Udział znaczący środowisk katolickich w wyborach samorządowych jest zatem koniecznością i obowiązkiem sumienia każdej i każdego z nas. Duża ilość rad stopnia podstawowego, złożonych z ludzi sumienia, może stworzyć ochronną zaporę przed dalszym rozkładem tkanki społecznej i zubożeniem coraz szerszych kręgów ludności. Należałoby niezwłocznie powołać "forum samorządowe organizacji pozarządowych", pod auspicjami Rady Ruchów Katolickich, dla udzielenia pomocy w stworzeniu lokalnych bloków wyborczych wszystkim środowiskom katolickim, niezależnie od dzielących ich różnic w poglądach na niektóre szczegółowe kwestie polityczne i społeczne. Należy wyszukiwać i wspierać osoby, cieszące się autorytetem i zaufaniem w środowiskach miast, gmin i wsi, mogące stać się liderami lokalnych koalicji wyborczych w oparciu o partie polityczne, deklarujące kierowanie się wartościami chrześcijańskimi i poszanowaniem dla rodzimych tradycji, obyczajów i więzi międzyludzkich, a otwarte na Europę i świat. Należy proponować uczciwe i realne programy lokalne dla poprawy sytuacji ludności, a nie przykrojone do propagandowych potrzeb przedwyborczych. Należy organizować szkolenia dla kandydatów na radnych, prowadzone przez doświadczonych instruktorów. Wybory samorządowe mogą być wygrane przez katolickich działaczy społecznych i politycznych. Wymaga to jednak ciężkiej pracy wielu ludzi - wolontariuszy, przekonanych w sumieniu o sensie ich poświęceń. Do tego nie wystarczą partie polityczne, najbardziej nawet pieczętujące się katolicyzmem społecznym, zwłaszcza te, które ten katolicyzm bardziej instrumentalizują niż praktykują. Ruchy i organizacje katolickie predestynowane są do tego, by pełnić rolę warstwy nośnej w kampanii wyborczej, której wynik stanowić może o chrześcijańskim obliczu Polski samorządowej. Należy przede wszystkim szerzyć ideę konieczności udziału wszystkich ludzi w wyborach, jako obowiązku sumienia względem ojczyzny wszystkich Polaków, a także małych ojczyzn, obejmujących miejscowości zamieszkania własnego, rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Najbliższe tygodnie pokażą, czy potrafiliśmy szansę, jaką są wybory do samorządów, wykorzystać. Będzie to równocześnie sprawdzian naszej chrześcijańskiej dojrzałości w procesie budowania społeczeństwa obywatelskiego. (Opracowano na podstawie materiałów prasowych, KAI i wiadomości Radia Watykańskiego)
|