logo

[.:] - Życie konsekrowane o długiej historii. Czy ma jeszcze przyszłość? Drukuj
Wpisany przez Riccardi Andrea Prof.   
piątek, 22 maja 2009 13:52


Życie konsekrowane o długiej historii. Czy ma jeszcze przyszłość?
(Referat wygłoszony dla pracowników Kongregacji podczas spotkania w Watykanie)

 

Odnalezienie się wśród tak licznych podmiotów życia zakonnego, męskiego i żeńskiego, starożytnego i nowego, wśród współczesnych instytutów świeckich i nowych form, nie jest sprawą łatwą. Badacz ma wrażenie, że znajduje się wobec licznych ścieżek, autonomicznych lub zbieżnych, różniących się między sobą i nie dających się uporządkować w sposób prosty lub zredukować do niewielu kategorii. W ramach instytucji Kościoła katolickiego, naznaczonych – jak pisał Gabriel Le Bras[1] – przez antyczne struktury rzymskie, świat konsekrowanych reprezentuje sektor inicjatyw charyzmatycznych, dobrowolnych, które jednak trwają w czasie poprzez swe instytucje.

Wspólnoty zakonne nie rodzą się z woli Stolicy Apostolskiej, niekiedy z woli biskupów (ale we współczesnych czasach zgromadzenia diecezjalne mają wymiary czasem zbytnio powiązane z funkcjami do wykonania). Zaistnienie w Rzymie stanowi punkt dojścia szczególnie cenny dla inicjatyw rodzących się u podstaw: od św. Franciszka do św. Ignacego, aby zacytować tylko dwa modele. Relacje z papieżem mają decydujące znaczenie dla życia własną misja, nie tylko w Kościele, ale na wielkiej scenie świata. Kard. Ratzinger, mówiąc o aspekcie charyzmatycznym życia Kościoła, mówił o tym związaniu z papieżem i jego posługą. W ramach tego „przycumowania” do łodzi Piotrowej sytuuje się cierpliwą, już stuletnią pracę Kongregacji Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. Kongregacja, która powstała jako autonomiczna dykasteria w 1908 roku, nosi tę nazwę od czasów Pastor bonus[2]. Zmiana nazwy odzwierciedla w czasie potrzebę identyfikacji złożonego świata zakonników, instytutów życia apostolskiego i instytutów świeckich. Bez wątpienia historyk określa je inaczej niż prawnik lub rządzący: postrzega je przede wszystkim w ich złożoności, jako gęstą puszczę w sercu Kościoła katolickiego, niełatwą do określenia.

Ten świat, będący mieszanką cech charyzmatycznych i instytucjonalnych, stanowi decydujący aspekt Kościoła katolickiego. Nie tylko dlatego, że wielu zakonników jest obecnych w ośrodkach zarządzania, ale dlatego że zakonnicy działają w miejscach strategicznych, granicznych, wspólnot katolickich. W tym świecie jest bardzo żywy wymiar kobiecy katolicyzmu, ten „catholicisme au feminin”, który w wieku XIX dokonał „invasion congreganiste”, stawiając czoło tej świeckiej[3]. Często za tą formą stoi kobieta-menadżer, założycielka lub przełożona, w społeczeństwie, które nie pozostawia zbyt dużo miejsca kobietom[4]. Istotnie, zakonnice w doświadczeniu katolików reprezentują kobiece i macierzyńskie oblicze Kościoła.

Zakony są cechą charakterystyczną katolicyzmu w stosunku do ewangelików i anglikanów (wśród nich pojawiają się jakieś ograniczone znaki odnowy religijnej). Ale stanowią różnicę także wobec prawosławnych, mających żywą tradycję monastyczną, z której wywodzą się wszyscy biskupi, ale niemających innych form życia zakonnego (może tylko w jakimś trudnym do dostrzeżenia stopniu). W Kościele katolickim zakony nadają szczególnie solidny wymiar społeczny i duchowy całej wspólnocie. Bez tej „puszczy”, złożonej z zakonników/zakonnic, ekologia duchowa Kościoła zmieniłaby się i zostałby zredukowany wymiar społeczny.

To nie przypadek, że w czasach współczesnych polityka, aby podporządkować sobie Kościół, uderzyła przede wszystkim w zakony. Państwo odczuwało obecność zakonników jako wyzwanie. To nie tylko ich bogate dziedzictwo interesowało państwa. To międzynarodowe relacje zakonów były przedmiotem troski państwa do tego stopnia, że różne konkordaty nakładały obowiązek, aby domy zakonne nie zależały od przełożonego zakonnego będącego obcokrajowcem. Pomyślmy przez moment o wydarzeniach związanych z likwidacją Towarzystwa Jezusowego, które położyły kres istnieniu podmiotu międzynarodowego jedynego w swym rodzaju i o niebywałej sile i autonomii. Jezuitów postrzegano jako oblicze Kościoła katolickiego, który ze względy na swój wymiar i umiędzynarodowienie wymykał się kontroli absolutystycznych państw[5].

Rewolucja francuska i świeckie prawa dziesiętnastowieczne pozwalają na przeżycie tylko strukturze duszpasterskiej Kościoła. Prawa kasacyjne we Włoszech w latach 1866 i 1873 zachowują parafie i diecezje z ich posiadłościami i z klerem, ale znoszą zakony. Parafia, w ramach sekularyzacji, zachowuje stare funkcje, ale w rzeczywistości jest strukturą nową, wyizolowaną, ograniczoną w swym wymiarze społecznym, pozbawioną zakonów i konfraterni. To jedna z wielkich słabości Kościoła w tamtych czasach: stawiać czoło światu miejskie-mu tylko poprzez parafie, a nie dzięki wielości instytucji, które charakterryzowały jego obecność. Nie przez przypadek powstają nowe zgromadzenia, które mają jako cel pomagać parafiom (jak na przykład pasterzanki, założone przez don Alberione, zatwierdzone w 1958 roku i od 1965 roku aż do dziś odnotowujące wzrost liczebny)[6].

Kościół pełni wobec państwa służbę o charakterze religijnym i wtedy państwo go może go wspierać, ale nie jako wspólnotę o znaczeniu społecznym i duchowym. Rozumienie roli Kościoła pod kątem wyłącznie posługi społecznej dla ducha oznaczało też rozumienie życia zakonnego jako wyrazu obskurantyzmu, zniewolenia, niepotrzebności. Jest to model Kościoła anglikańskiego, „partii konserwatywnej na modlitwie” – jak pisał pewien Anglik pół wieku temu. Współczesne państwo nie chce lub też redukuje przestrzeń zakonów do obecności w wychowaniu, w posłudze charytatywnej, w dziedzinie społecznej albo piętnuje gnuśność monastyczną. To była polityka Trzeciej Republiki Francuskiej w 1903 roku, polityka, która zmusiła wielu zakonników do emigracji[7]. Reżimy komunistyczne zamierzają doprowadzić do zaniku życia zakonnego przez politykę prześladowań.

Dla „nowoczesnej” mentalności dziewiętnasto-dwudziestowiecznej wybór życia zakonnego i życie zakonne wydają się absurdalne, niedorzeczne; istnieje na ten temat bogata literatura, poczynając od krytyki jezuitów[8]. Aby uderzyć w żywotność katolicyzmu, uderza się w zakonników. Na 479 męczenników hiszpańskich uznanych w 2005 roku, 371 – to zakonnicy (wśród nich 71 bonifratrów); wśród kanonizowanych do 2007 roku 464 to zakonnicy (wśród nich 99 augustynianów). To uderzenie w zakony ukazuje, że życie zakonne nie tylko nie jest drugorzędne dla katolicyzmu, ale że reprezentuje coś zasadniczego. Ekologia katolicka wchodzi w fazę krytyczną, jeśli następuje zbyt intensywne wyrąbywanie drzew w tej „puszczy”.

Wiek XIX jest wiekiem szczególnym dla życia zakonnego. Rewolucja francuska osłabiła wielkie zakony. Wystarczy spojrzeć na liczbę franciszkanów: w 1762 roku są podzieleni, ale jest ich w sumie 134 721. W XIX wieku nie podnoszą się zbyt szybko. To samo dotyczy dominikanów. Ale w tym samym wieku powstaje wiele nowych zgromadzeń, jak bracia szkolni, maryści, salezjanie (po 25 latach od założenia jest ich już 3 000). Mówiłem przed chwilą o świecie kobiecym. Siostry Maria Bambina, widząc głód i choroby pierwszych lat Restauracji, podejmują wyzwanie „wielkie i skrajne”, jak pisał Bartolomea Capitanio. Wzrost liczbowy jest bardzo duży. Powstają zgromadzenia wielkie i małe (czasem odpowiadające na szczególne potrzeby w szczególnych sytuacjach).

W jaki sposób powstaje zgromadzenie? Badacz, przyzwyczajony do patrzenia na Kościół katolicki jako na strukturę dobrze zorganizowaną i uporządkowaną, dziwi się czasem z powodu tych inicjatyw, które się krzyżują, nakładają. Są jednak pewne charakterystyki stałe: dostrzega się pewien brak lub potrzebę w misji Kościoła, nie proponuje się reformy, ale odpowiada się na tę potrzebę. Kultywuje się nowe zadanie dla Kościoła, a często też dla społeczeństwa i świata. Odpowiedź nie staje się książką lub protestem, ale projektem życia dla grupy konsekrowanych, projektem oscylującym między ryzykiem a realizmem. Paląca potrzeba w świecie, reforma jakiegoś aspektu w Kościele, którego brak albo jest mało rozwinięty, staje się projektem życia dla grupy konsekrowanych. Historia zakonów jest jednocześnie historią ciągłej reformy Kościoła, dokonującej się przez wybory poszczególnych osób: historią chrześcijańskiej wolności, która staje się odpowiedzialnym budowaniem. A także, powtarzając za anglikaninem Ronaldem Knoxem – historią chrześcijańskiego entuzjazmu. Pisze on:

Kościół katolicki jest najbardziej zinstytucjona-lizowany spośród innych wspólnot chrześcijańskich. Zbyt szybko jednak jego wrogowie wyciągają wniosek, że jest z tego powodu niezdolny do inicjatyw o charakterze duchowym: Dawid w zbroi Saula; ta opinia zbyt szybko zamienia się we wnioski. Kościół posiada w swych zasobach rzeczy zarówno nowe, jak i stare… Jak bliscy byliśmy myślenia, że moglibyśmy się obejść bez św. Franciszka czy św. Ignacego! Człowiek nie może żyć bez wizji – i to jest wniosek, który warto wyciągnąć z obserwacji tak wielu doświadczeń wizjonerskich[9].

Wielcy i mali wizjonerzy, realiści i utopiści, są u początków zgromadzeń, kontynuują je, kierują nimi w trudnym przechodzeniu od jednego do drugiego okresu historii. Często jest to trudne przejście od świata, w którym się człowiek urodził, do innego, zmienionego. Jest prościej i napełnia większym entuzjazmem realizowanie wizji w oparciu o nową fundację niż w łonie starej. To wyjaśnia, dlaczego w XIX wieku, po kasacjach i prześladowaniach rewolucji francuskiej, narodziły się nowe zgroma-dzenia, podczas gdy tradycyjne potrzebowały ponad stu lat, aby się odrodzić.

Pierwsza połowa XIX wieku jest czasem zakonów. A także – przypominam o tym – czasem męczenników[10]. To czas globalizacji Kościoła poprzez misje, czas, który był poprzedzony tylko chrystianizacją Ameryki Łacińskiej. Często zakonnicy mają bardzo trudną sytuację w swych krajach pochodzenia, jak w laickiej Francji, ale to nie zmniejsza ich zapału misyjnego. Wspólnoty zakonne są sercem impulsu misyjnego Kościoła.

Europa – Włochy, Hiszpania, Francja – nie ma już monopolu na życie zakonne. W obu Amerykach w 1966 roku (data, którą można traktować jako jeszcze należącą do pierwszej połowy wieku) było łącznie 110 000 zakonników i 324 000 zakonnic w porównaniu ze 180 000 zakonników i 492 000 zakonnic europejskich. W 1966 roku Stany Zjednoczone stają się najbardziej religijnym krajem świata. Wzrost nowych zgromadzeń osiąga swój szczyt. Powstają też najnowsze, jak wspólnoty don Alberione i rodzina Karola de Foucauld.

Odnotowuje się także wzrost liczebny zgromadzeń historycznych. Benedyktyni skonfederowani mieli ok. 9 000 członków w 1930 roku, w latach sześćdziesiątych liczą ponad 12 000. Trapiści dochodzą do 4 000 (może ma w tym swój udział Thomas Merton). Cystersi zwiększają liczbę z 1 300 do ponad 1 600. Dominikanie, liczący w latach trzydziestych ok. 6 000, osiągają prawie 10 000. Robi wrażenie wzrost liczby jezuitów: z 21 678 w 1930 roku, do 35 929 w roku 1966. Trzeba też przypomnieć, że w pierwszej połowie wieku utwierdzają się i otrzymują formy instytucjonalne instytuty świeckie. Liczba zakonnic wzrasta również w sposób spektakularny. W 1950 roku było w świecie 2 759 klasztorów klauzurowych. Wiele z nich powstało poza Europą, jak w Maroku, w Egipcie, w Algierii, w Kongo, w Chinach… Nieprawdopodobny jest rozwój Córek Miłosierdzia (szarytki), które odpowiadają na wołanie rozległego i cierpiącego świata: w latach sześćdziesiątych jest ich ponad 45 000. Trzeba wspomnieć o rozwoju różnych zgromadzeń diecezjalnych na terenach nowej ewangelizacji (Pius XI w latach trzydziestych ułatwił procedury tym wspólnotom). Podkreślenia wymaga fakt szczególnego wzrostu zgromadzeń w tych regionach, jak Krzyża świętego (77,6%), sakramentynów (prawie 70%), salezjanów (58,7%), jezuitów (24,7%). Tak w roku 1966 świat osób konsekrowanych liczy ponad milion: 331 000 mężczyzn i 886 000 kobiet.

Wiek XX jest wiekiem konsekrowanych. Istnieją liczne instytuty, powstałe w XIX i XX wieku, nie zawsze liczne, często z zadaniami, które się na siebie nakładają – owoc twórczości charyzmatycznej i odpowiedzi na poszczególne sytuacje historyczne i geograficzne. Zakonnicy pierwszej połowy XX wieku wstąpili często jako dzieci lub nastolatki, podczas gdy powołania dorosłe są raczej wyjątkiem[11]. Lata Piusa XII i czas aż do zamknięcia Vaticanum II są latami apogeum życia zakonnego. A jednak wiek XX, jak widać od połowy lat sześćdziesiątych, jest czasem, w których przez cztery dziesięciolecia obserwuje się znaczne zmniejszenie liczbowe. Życie zakonne ma jeszcze przyszłość?

Są ludzie, którzy twierdzą, że ruchy i nowe wspólnoty zastąpią w Kościele zakonników i że świeccy przejmą część zadań, które pełniły zakony. Jest to w pewnym sensie możliwe. Nie jestem co do tego przekonany, ponieważ życie zakonne reperze-ntuje charakterystyczną przestrzeń katolicyzmu, jak próbowałem to wyjaśnić. Czy Sobór wprowadził życie zakonne w kryzys? Z pewnością, w całej mieszance Sixties[12] sposób przyjęcia Soboru, rewolucja kulturalna i antyautorytarna roku 1968 stały się decydującym składnikiem kryzysu. Niektóre sygnały można było dostrzec już w czasie pontyfikatu papieża Pacelli.

Pius XII był przekonany, że niektóre żeńskie instytuty życia zakonnego nie będą w stanie odnowić się własnymi siłami. Jednocześnie już od 1939 roku usilnie nawołuje do powrotu do ducha założycieli. Widzi fragmentaryczność instytutów zakonnych i nawołuje do większej współpracy (dlatego powstają organizmy międzyzakonne). Pragnie, aby przenosić domy generalne możliwie do Rzymu. Jezuita, o. Lombardi, określa w sposób charyzmatyczny i bardzo mocny to, co papież zaledwie sugeruje. Proponuje większą prostotę, dostosowanie do wymagań czasu, skoordynowanie działań. O. Lombardi był pierwszym delatorem na światowym kongresie stanów doskonałości w 1950 roku, wzywającym do powrotu do życia wewnętrznego i denuncjującym ukryty kryzys, nadmiar życia aktywnego i prymat funkcji nad charyzmatem. Skrytykował także rozproszenie zgromadzeń. Domagał się skoordynowania na poziomie krajowym dla instytutów, z których każdy działał na własną rękę. Wzorem dla niego był ruch mondo migliore (lepszy świat)[13].

Są to lata, w czasie których rozumie się trudności, planuje reformy i mówi o przystosowaniu. Kongregacja dla zakonników, w której widać silne działanie klaretyna Arcadio Larraony, organizuje kongresy na temat przystosowania i podpowiada narzędzia. Dokonuje się uporządkowanie świata monastycznego, faworyzując powrót do ślubów uroczystych i definiując klauzurę w Sponsa Christi z 1950 roku. Około 200 klasztorów przyjmuje śluby uroczyste. Z drugiej strony, ze strony zakonników, widać podkreślenie centralnego miejsca liturgii pod wpływem ruchów liturgicznych i odnowy monastycznej, podczas gdy niektóre instytuty, te, które pielęgnowały inne formy duchowości, modlitwy, nabożeństw, czują się odsunięte na bok. Mediator Dei Piusa XII staje się w tej sprawie środkiem równowagi.

Inny ważny aspekt sytuacji pochodzi od instytutów świeckich, szczególnie w refleksji o. Geme-llego: sednem życia zakonnego jest oddanie Bogu –bardziej niż śluby, habit i życie wspólne. Życie świeckie, prowadzone przez instytuty wśród ludzi, bez habitu, często w ukryciu, prowokuje na nowo dyskusję o życiu zakonnym. Wyrazem tego kryzysu jest historia księży robotników we Francji, zniesionych przez Piusa XII w 1954 roku, wśród których byli dominikanie, jezuici, Prado i inni. Życie zakonne w świecie, także kontemplacyjne, poddaje pod dyskusję koncepcję tradycyjnego życia zakonnego[14]. Nie należałoby, ze strony zakonników, szukać większego zbliżenia w stosunku do świata?

Odczuwa się pragnienie dostosowania wśród różnych odpowiedzialnych zakonnych i w środowiskach bliskich papieżowi. Papież zdaje sobie sprawę z oznak kryzysu i w 1957 roku pisze: Aby dotrzeć do źródeł obecnych trudności w dziedzinie posłuszeństwa zakonnego, trzeba dostrzec, jak ruch przystosowania sprowokował w tej dziedzinie pewne napięcia… A jednak ten kryzys przedsoborowy był tylko małym symptomem tego, co nastąpiło w latach sześćdziesiątych. Nie będę tutaj próbował odtworzyć dynamiki po Vaticanum II, ale zamierzam wyjść od stwierdzenia, którego historyk nie może ignorować: zmniejszenie liczbowe wielu wspólnot wydaje się mówić, że świat zakonny zbliża się do zmierzchu bądź też jest przeznaczony do tego, by stać się bez znaczenia.

Tak mówią cyfry. Dziesięć najliczniejszych zgromadzeń zakonnych odnotowało spadek w latach 1965-2005, który idzie od 52% dla szarytek, 42% dla sióstr Maria Bambina, 37% u benedyktynek, 23% u klarysek… Elementy odwrotnej tendencji widzimy u sióstr Matki Teresy, liczących 5000, co oznacza wzrost o 2679%, dwa zgromadzenia hinduskie… Na 120 wspólnot, mających więcej niż 1000 członkiń, tylko około 20 odnotowuje wzrost liczebny, wśród nich kilka hinduskich zgromadzeń, jedno meksykańskie, małe siostry Jezusa, uczennice Mistrza, pasjonistki, sakramentki. Robi wrażenie spadek liczbowy u sióstr szkolnych i sióstr Cottolengo, które zmniejszyły się do jednej trzeciej początkowej liczby. Na 45 zgromadzeń męskich, mających ponad 1000 członków, sześć odnotowuje przyrost: Legioniści Chrystusa (o 682%), misjonarze św. Franciszka Salezego o 206%, werbiści, karmelici, kombonianie, jedno zgromadzenia hinduskie. Jezuici zmniejszyli się o 44%, salezjanie o 24%, bracia mniejsi o 41%, benedyktyni skonfederowani o 35%, dominikanie o 39%, bracia szkół chrześcijańskich o 68%, maryści o 57%, lazaryści o 32%, pasjoniści o 47%, cystersi o 42%, biali ojcowie o 49%, pijarzy o 45% i tak dalej[15].

Tym razem jednak nie jest to jakiś destrukcyjny program, prowadzony przez siły zewnętrzne wobec Kościoła, jak rewolucja francuska, prawo sekularyzacyjne, prześladowania komunistyczne. Chodzi o wybuch wewnątrz pewnej rzeczywistości, spowodowany w części odejściami, ale też w dużej części znikomą atrakcyjnością powołaniową. Bardziej niż o zabójstwie można by mówić, idąc za Antonim Gramsci, o tym, że pewna część katolicyzmu popełnia samobójstwo. Ale historyk nie może zadowolić się formułami i powinien dokonać refleksji nad tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich czterdziestu lat.

Istnieje wielki kryzys Zachodu z jego sekularyzacją i subiektywizmem. Kryzys ten osiągnął najpełniejszy wyraz w ruchach 1968 roku, gdy co prawda, rewolucja polityczna przegrała, ale dokonała się prawdziwa rewolucja antropologiczna, będąca mieszanką freudyzmu i marksizmu. Wolność jednostki nie najlepiej pasuje do życia zakonnego. Rok 1968 pełni rolę filtru w przyjęciu idei Soboru, które przedstawia się w bardzo zróżnicowany sposób. To ta sama hermeneutyka pęknięcia (rozziewu) i braku ciągłości, o której mówił Benedykt XVI przy okazji Vaticanum II, jest duchem czasu. Katolicy myślą, że powinni odrobić zaniedbania, zaległości historyczne, muszą się odnowić, przystosować. W tej perspektywie nabierają wartości doświadczenia subiektywne, grupowe, w przeciwieństwie do całościowego projektu lub wobec instytucji. Nabiera wielkiego znaczenia to, co jest małe, miejscowe, subiektywne. Zamiast wielkich klasztorów i zakonów preferuje się życie wśród ludzi. Wypróbowały to zresztą małe siostry. Teraz staje się to jednak przedmiotem eksperymentów. Istnieje też trudne doświadczenie polityczne i społeczne kontynentu takiego, jak Ameryka Łacińska, gdzie w szczególny sposób proponuje się walkę polityczną świeckim i zakonnikom.

Po Soborze otwiera się pora eksperymentów: nie chodzi tu o bunt zakonników, ale o proces, którego pragnął Paweł VI. Perfectae caritatis, dekret, w którym odnajdujemy pewne niepokoje Piusa XII wobec zakonów, zaprasza do pogłębienia charyzmatu. Normy Ecclesiae sanctae (1966) domagają się głębokiej odnowy z odkryciem na nowo ducha założycieli i zaangażowaniem możliwie najszerszym zakonników/zakonnic. Widzi się również konieczność odpowiedzi na nowe potrzeby. Dzięki procedurom kapitulnym powinno się dojść do reformy konstytucji z dużym marginesem wolności, pozostawionym zgromadzeniom, postrzeganym jako odpowiedzialny podmiot reformy. Był to czas wielkiego zapału i wszelkich możliwych doświadczeń, w którym przeżywało się euforię razem z kryzysami osobistymi wielu. Proces ten niósł ze sobą podanie w wątpliwość tożsamości, która do tej pory zdawała się mieć strukturę granitu. Prawdą tego czasu było „nowe” i różnego rodzaju spotkania; doświadczenia i to, co prowizoryczne, stawało się formą życia. Wobec trudności powołaniowych odpowiadano, że to wina czasów i starych form, i domagano się jeszcze bardziej radykalnych zmian. Chociaż to nie przynosiło pożądanych skutków.

Ten model odnowy pozostawiał szeroką przestrzeń poszczególnym podmiotom, to jest zgromadzeniom, większą może niż ta, którą dawano poszczególnym diecezjom, włączonym w konferencje biskupie. Przede wszystkim wiele podmiotów, to jest zgromadzeń, które miały dokonać refleksji nad sobą samym, nie miało w swym łonie dostatecznej siły intelektualnej, aby podjąć tego rodzaju działania. Pojawili się więc eksperci, czasem zupełnie spoza świata zakonnego, jak psycholodzy i socjolodzy. Czasem umiędzynarodowienie rad, szczególnie w zgromadzeniach małych lub nowych, tworzyło sytuację braku jednorodności w światach nieprzyzwyczajonych do nawiązywania kontaktu wielokulturowego. Traciło się poczucie wertykalnego wymiaru kontaktu z charyzmatem, który być może był już trochę skostniały, ale to z niego wypływało życie jednej czy wielu grup.

Nie chcę powiedzieć, że proces ten jest u podstaw kryzysu, ale na pewno ma wpływ na subiektywizm i doświadczenia, leżące u podstaw nowych odkryć, ale też na liczne odejścia i kryzysy. Pierwsze dziesięć lat przyniosło znaczący kryzys: urszulanki, aby pokazać przykład zgromadzenia średnio-małego, przeszły od 1 761 zakonnic do 1 300 w 1975; benedyktynki z 7 534 do 6 900; jezuici z 36 000 w 1966 do 28 000 w 1976; karmelici bosi z 4 000 do 3 400; bracia szkolni z 2 200 do 1 600. Są też jednak przykłady pozytywne.

Inny problem to trudne relacje z diecezjami, do tego stopnia, że w głosach przygotowawczych do Soboru powtarza się często prośba o zmniejszenie lub wyeliminowanie egzempcji[16]. Odczuwa się pewną utratę zaufania wobec tej kategorii w Kościele. Pamiętam w 1974 roku kongres, zwołany przez kard. Polettiego, na temat przestrzeni zła istniejącego w Rzymie. Wśród uczestników przewijało się przekonanie, że zakonnicy są bogaci, mają wielkie domy generalne, parki, żyjąc poza rzeczywistością diecezji i nie znając potrzeb ludzi. Wtedy krytykowano odseparowanie zakonników od życia diecezjalnego, dziś istnieje przeciwne niebezpieczeństwo, ze szkodą dla tożsamości zakonnika.

Ten czas był raczej trudny dla wspólnot, które nie zawsze były w stanie poradzić sobie same, czując jednocześnie przymus, aby okazać się podmiotami niezależnymi. Między zakonnikami jest różnica zdań: niektóre zgromadzenia pragną, aby iść dalej w duchu poszukiwań i dostosowań życia będącego w stanie stałej ewolucji, i nie chcą, w konsekwencji, dojść do definitywnych rozwiązań, do definitywnego zatwierdzenia konstytucji. Inne uznały, że sytuacje prowizoryczne nie przynoszą żadnych pozytywnych rezultatów[17] – czytamy w jednym z tekstów przełożonych generalnych. Nie brak wystąpień Pawła VI, Jana Pawła II i kongregacji watykańskich, które pamiętamy wszyscy: adhortacja apostolska z 1971 roku Evangelica testificatio, summula posoborowa o życiu zakonnym; instrukcja o relacjach z biskupami z 1978 roku, dwie refleksje z 1980 roku o zakonach i promocji ludzkiej i o życiu kontemplacyjnym (które dotykają wielkiego problemu braku równowagi między tymi dwoma wymiarami).

W 1979 roku Jan Paweł II, niedawno wybrany papieżem, zaczyna okazywać pragnienie, aby dojść do przygotowania „stałych reguł życia”[18]. Jest to praca, która zostanie zakończona dopiero w 1983 roku, gdy nastąpi publikacja Kodeksu prawa kanonicznego. Jesteśmy w osiemnastym roku od zakończenia Soboru. To już dwadzieścia pięć lat temu. W liście do zakonników amerykańskich, do kraju mającego najwięcej zakonników na świecie, w tym samym 1983 roku Jan Paweł II wyraża swoje zaniepokojenie z powodu tych, którzy oddalili się od życia autentycznego, z powodu niewielkiej liczby powołań i nadmiaru pracy dla niektórych; zaprasza biskupów i zakonników do wspólnego zastanowienia się nad tożsamością zakonnika/zakonnicy, widząc w tym klucz do całego problemu[19]. Czy czasy Jana Pawła II były latami ożywienia?

Im bardziej historyk zbliża się do czasów współczesnych, tym bardziej traci zdolność odczytywania rzeczywistości. Na pewno nie było nowego ożywienia, odbicia się, trwał trend wyniszczania najsłabszych ciał. Chociaż trzeba też przypomnieć, że kryzys kleru diecezjalnego był cięższy niż kleru zakonnego[20]. Są jednak przestrzenie wzrostu lub sytuacje szczególne. Historyk Morozzo della Rocca napisał niedawno: Świat zakonny nie był przygotowany do reform, zagipsowany w swych rytmach, oscylujący wokół rozdziału między odrębnością swego przeznaczenia a podatnością na mody kulturowe. Nie miał narzędzi, aby w sposób szczęśliwy pogodzić tradycję i nowość. Fundamenty reformy były bardziej kruche, niż można się było spodziewać[21]. To przywołanie kruchości zakonów jest ważne, aby zrozumieć porę, która miała być, jak się spodziewano, czasem szczęśliwej odnowy. Po upadku murów ochronnych stali się bardziej jeszcze bezbronni wobec współczesnej mentalności, indywidualistycznej i konsumistycznej, niezdolnej do podejmowania trwałych wyborów. Starzenie się sprawiło, że wspólnoty stały się mniej atrakcyjne – był to proces, który dokonał się wewnątrz osób, które stały się mniej atrakcyjne, często ubrane jak wszyscy inni, bardziej kruche. Co więcej, upadł na Zachodzie, ale nie w Afryce, szacunek społeczny, jakim otaczano na ogół zakonników/zakonnice.

Czy jednak ta długa historia, piękna i odważna, ma jeszcze przyszłość? Jest to pytanie, które mi zadano i od którego, jako historyk, nie mogę uciec, kryjąc się w pesymizmie cyfr lub optymizmie nadziei. Dwa obiektywne elementy zachęcają mnie do refleksji. Jeden to proces globalizacji, obejmujący współczesne życie. I proszę, Towarzystwo Jezusowe w swym rozprzestrzenieniu, w swej geopolityce, historycznie rzecz biorąc było zglobalizowane ante litteram. Ale też wspólnoty mniejsze: czy nie byli zglobalizowani biali bracia kard. Lavigerie, bądź inne wspólnoty misyjne? Globalizacja wielu wspólnot zakonnych, ten ponadnarodowy sposób życia w świetle wiary, należy do awangardy. Pamiętam, jak w latach sześćdziesiątych tak wielu zakonników czuło się niezdolnych do rozumienia świata, czasem szukając analiz marksistowskich, aby lepiej go zrozumieć. Albo też uważając siebie za relikty przeszłości. Trzeba patrzeć na konkretne fakty, żyjąc jednocześnie nieograniczonym zaufaniem, wynikającym z wiary – w ten sposób będzie można wyjść w sposób definitywny z kultury schyłku.

Można by też powiedzieć, że dzisiejsze cyfry w odniesieniu do liczebności wspólnot są powrotem do okresu sprzed szybkiego wzrostu XX-wieczne-go: dominikanie mają dziś ok. 6 000, tyle, ile mieli w latach trzydziestych. Podobnie jezuici. Abbruzzese mówi o tendencji do stabilizacji. Może niektóre sektory świata zakonnego znikną? Zniknęły Kościoły północnej Afryki, św. Augustyna i św. Cypriana. Ale, według mnie, zakony nie mogą zaniknąć, w przeciwnym razie zmieni się sposób bycia Kościoła katolickiego. Benedykt XVI powiedział instytutom świeckim: Kościół potrzebuje was także, aby jego misja była kompletna[22]. Nie tylko dlatego, że zakonnicy przyczynili się, aby ta misja była rzeczywistością naprawdę globalną w tym naszym globalnym świecie, żyjącym w sytuacji znacznej defragmentacji. Zglobalizowany Kościół XXI wieku jest córką pracy i poświęceń tylu pokoleń zakonników i zakonnic. Jest córką ich entuzjazmu wobec Ewangelii i w stosunku do ludzi.

Można by powiedzieć, że świat monastyczny zachowuje swą siłę, ponieważ należy do kategorii ducha dla całego chrześcijaństwa, ale także ma pewien sens poza nim. Ale życie konsekrowane ma większy zasięg niż monastyczne, choć wyrosło na tym pniu. Wydaje mi się, że życie to jest wyrazem głębokiej natury Kościoła katolickiego, nadając jej swoistą specyfikę, charakterystykę szczególną, radykalną, misyjną, dzięki wyborom pewnej części wiernych. O. Arrupe pisał, że odnowa jest powrotem do źródeł antycznych i przystosowaniem do czasów nowych; ale twierdził, że kluczem tego procesu jest misja[23]. Tak, życie zakonne kwalifikuje misję Kościoła. W tym znaczeniu, nawet jeśli ruchy mogłyby wypełniać jakieś funkcje, nie ma nakładania się. Życie zakonne nie ma tylko wymiaru misyjnego ruchów, ale charakter „paradoksalności”, która promieniuje na całą wspólnotę chrześcijańską. To życie paradoksalne, które według Listu do Diogeneta kwalifikuje chrześcijan. Przystosowanie jest prawem życia, jak twierdzi się od XX wieku, jeszcze przed Vaticanum II. Ale istnieje jeszcze inne prawo, bardziej życiowe, i jest opór: Dzisiaj musimy stawiać opór wobec bezsensownej ideologii postępu, która determinuje naszą egzystencję wewnętrzną i zewnętrzną – pisze Paul Tilich[24]. Pod groźbą tego, że chrześcijaństwo stanie się bez znaczenia.

Nie chodzi o to, aby zachować pewne czcigodne instytucje, do których jesteśmy przywiązani, ale dostrzec, w jaki sposób życie konsekrowane wypełnia swą misję profetyczną w Kościele i w świecie, jak mocno podkreśla adhortacja Vita consecrata, po Synodzie Biskupów: szczególna forma uczestniczenia w profetycznej funkcji Chrystusa. Jest to funkcja profetyczna nie pojedynczego człowieka, ale całego ciała, zorganizowanego jako program życia i służby. Działa ono bowiem, aby podtrzymywać wśród ochrzczonych świadomość podstawowych wartości Ewangelii[25]. Sprawia to, że takie życie i jego rozwój jest przedmiotem zainteresowania całego Kościoła, a nie tylko zakonników, pragnących trwać w nieskończoność. Nie jest to jednak tak bardzo widoczne w diecezjach, gdzie charyzmaty często są przyjmowane, ale nie promowane. W rzeczywistości zakonnicy pokazują, że – jak mówił Benedykt XVI w czasie Synodu – rzeczywistość nie jest oczywista, dotykalna, ale że jest to rzeczywistość, w którą wchodzi Słowo Boże. I pozostaje – jak powiedział Papież do zakonników – często w kontraście z logiką świata, taką, jaka jest prezentowana przez środki komunikacji…[26], tym bardziej, że mentalność zsekularyzowana ogarnęła umysły i serca wielu, uważających ją za formę uczestniczenia w nowoczesności i sposób na zbliżenie się do współczesnego świata[27].

Słowo „przystosowanie” i „doświadczenia” nie są najbardziej odpowiednimi słowami do określenia nowego sezonu. Myślę, że prawdziwą rzeczywistością jest proroctwo Chrystusa dla świata, nie tylko poprzez słowa, ale przez paradoksalne życie. Dlatego życie to musi pokazywać swoją atrakcyjność – jest w nim piękno, które należy pielęgnować. Mówił pewien rosyjski mnich, który przeżył sowieckie gułagi i potem wstąpił do klasztoru, że tajemnicą Kościoła prawosławnego jest to, czy będzie w stanie pokazać ludziom piękno. Jeśli nie, to ludzie po prostu do nas nie przyjdą. Musimy wspólnotowo pokazywać piękno zakonnego profetyzmu. Trzeba uwolnić się od kultury schyłku i ukazywać piękno i prawdę życia, które pochodzi od Boga: proszę was, nie myślcie o sobie, że zbliżacie się ku zachodowi życia: Chrystus jest wieczystym porankiem[28]. Potrzebujemy kobiet i mężczyzn, którzy przez swoje życie wspólne pokażą nam, że istnieje coś więcej niż tylko codzienność. Skromna zakonnica, kruchy zakonnik nie są strażnikami ani eksponatami przeszłości – są prorocką awangardą świata, który zaledwie rysuje się na horyzoncie. W nich żyje Abram, wyruszający do Ziemi Obiecanej, pięknej, ziemi życia, które nigdy się nie kończy; mogą stać się przewodnikami chrześcijan i ludów. W pokorze ukrywa się wielka ambicja. W życiu regulowanym posłuszeństwem i miłością ukrywa się entuzjazm tych, którzy się nie starzeją.

Tyle charyzmatów, tyle reguł, tyle osób, tak wiele dróg, ale wszystkie mogą odnaleźć się w słowach, zawartych w Regule św. Benedykta:

Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali. Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego. Niech darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską. Niech Boga boją się dlatego, że Go miłują. Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego[29].

tł. jol



[1] Por. G. Le Bras, Studi di sociologia religiosa, Mediolan 1969.

[2] La Curia romana nella Costituzione Apostolica „Pastor Bonus”, pod red. P. A. Bonnet, C. Gullo, Citta del Vaticano 1990, s. 343.

[3] C. Langlois, Le catholicisme au feminin, Paryż, 1984.

[4] Por. tamże, ss. 264-301.

[5] Por. H. Yannou, Jesuites et compagnie, Paryż 2008; J. Lacouture, Jesuites, 2 voll.; Paryż 1991; G. Martina, Storia della Compagnia di Gesu in Italia, 1814-1983, Brescia 2003.

[6] Por. G. Rocca, Donne religiose. Contributo ad una storia Della condizione femminile in Italia nei secoli XIX-XX, Rzym 1992, ss. 280-281.

[7] Por. A. Riccardi Les Congregations: une nouvelle frontiere?, w: Le grand exil des congregations religieuses francaises 1901-1914, pod red. P. Cabanel, J. D. Durand, Paryż 2005, ss. 427-437.

[8] Por. Le Rond d’Alembert, Towarzystwo Jezusowe, Rzym 1973; J. Michelet, E. Quinet, Jezuici, Rzym 1968.

[9] R. A. Knox, Illuminati e carismatici, Bologna 1970, s. 802.

[10] Por. A. Riccardi, Il secolo dei martiri, Mediolan 2000.

[11] Por. G. Rocca, La Vita religiosa, w: I cattolici nel mondo contemporaneo 1922-1958, pod red. M. Guasco, E. Guerriero, F. Traniello, t. XXII, Storia della Chiesa, zapoczatkowany przez A. Fliche, V. Martin, Cinisello Balsamo 1991, p. 365-393.

[12] Nazwa oznacza wydarzenia lat sześćdziesiątych, szczególnie 1968, w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, będące swego rodzaju rewolucją kulturalną i społeczną (jol).

[13] Por. G. Zizola, Il microfono di Dio, Pius XII padre Lombardi e i cattolici italiani, Mediolan 1990.

[14] Por. G. Rocca, Vita religiosa, op. cit. s. 380 nn.

[15] Por. A. Pardilla, I religiosi ieri, oggi, domani, Roma 2007; Id., Le religiose, ieri, oggi, domani, Citta del Vaticano, 2008.

[16] Por. R. Morozzo Della Rocca, I religiosi, w: La nazione cattolica. Chiesa e società in Italia dal 1958 ad oggi, pod red. M. Impagliazzo, Mediolan 2004, s. 162

[17] In: M. Guasco, Seminari, clero e congregazioni religiose, in: Il rinnovamento della vita cattolica. Pod red. E. Guerierro, Cinisello Balsamo 2005, p. 23-78, p. 62.

[18] tamże

[19] I problemi della Vita consacrata, List Jana Pawła II, 31 maja 1983, w: Enchiridion vaticanum, t. 9, Bologna 1987, ss. 164-259.

[20] Por. S. Abbruzzese, La Vita religiosa, per una sociologia della vita consacrata. Rimini 1995, s. 265.

[21] R. Morozzo della Rocca, La Vita religiosa, op. cit.

[22] Benedykt XVI, Audiencja dla uczestników Światowego Kongresu Instytutów Świeckich, 3 lutego 2007

[23] S. Madgrigal, Il senso ecclesiale, w: Pedro Arrupe un uomo per gli altri, pod red. La Bella, Bologna 2007, ss. 643-675, ss. 668.

[24] P. Tilich, L’irrilevanza e la rilevanza del messaggio cristiano per l’umanita oggi, Brescia 1998, s. 96.

[25] Jan Paweł II, Vita consecrata. Adhortacja apostolska posynodalna, Torino 1996, s. 119 n.

[26] Benedykt XVI, Przemówienie z okazji Święta Ofiarowania Pańskiego. XI Dzień Życia konsekrowanego, 2 lutego 2007.

[27] Benedykt XVI, Przemówienie do Przełożonych Generalnych Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, 22 maja 2006.

[28] Benedykt XVI, Spotkanie z Kapitułą Katedry i przedstawicielami życia zakonnego w Katedrze św. Wawrzyńca w Genui, 18 maja 2008.

[29] Św. Benedykt, Reguła, p. 72 (Archiwum Opoki).

 

© 2001-2012 Konferencja Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych * webmaster * XHTML and CSS.