Kobieta równa apostołom

Oficjalny dekret Watykanu wprowadził niewielką zmianę do kalendarza liturgicznego. Wspomnienie św. Marii Magdaleny podniesiono do rangi święta liturgicznego, zrównując jego rangę ze wspomnieniami pozostałych apostołów. Zmiana niewielka, ale jej znaczenie – ogromne.

Jest to jedna z pierwszych kobiet, której liturgiczne wspomnienie podniesiono do rangi święta. W liście towarzyszącym oficjalnemu dekretowi abp Arthur Roche napisał, że „decyzja ta wpisuje się w aktualny kontekst kościelny, który domaga się pogłębionej refleksji o godności kobiety, nowej ewangelizacji i wielkości tajemnicy Bożego miłosierdzia. Już Jan Paweł II zwrócił uwagę nie tylko na rolę kobiet w misji Chrystusa i Kościoła, ale także na rolę Marii Magdaleny jako świadka – kobiety, która pierwsza ogłosiła apostołom zmartwychwstanie. Jest ona przykładem pierwszej autentycznej ewangelizatorki, jest apostołką apostołów”.

 

Kim była Maria Magdalena?

 

Wspominają ją wszyscy ewangeliści. Dołącza do Jezusa po tym, gdy Ten wyrzuca z niej „siedem złych duchów” (Mk 16,9; Łk 8,2). To ona stała pod krzyżem (Mt 27,56; J 19,25) i to ona też była pierwszym świadkiem zmartwychwstania wraz z dwiema innymi kobietami (J 20,1). To ona przekazała tę informację apostołom jako pierwsza (Mk 16,10; J 20,18).

 

Święty Grzegorz Wielki utożsamiał Marię Magdalenę z dwiema kobietami, które występują w dwóch innych miejscach Ewangelii: jawnogrzesznicą, która była główną bohaterką fragmentu czytanego w ostatnią niedzielę (Łk 7,36-50) oraz z Marią, siostrą Łazarza, która obmyła nogi Jezusa olejkami (J 11,2).

 

Jej grób i relikwie miały znajdować się w Bazylice w Efezie. Po podboju Azji Mniejszej przez Turków trafiły do Vézelay we Francji. W średniowieczu postać świętej stawała się coraz bardziej popularna. To św. Tomasz z Akwinu nazwał ją „apostołką apostołów” (Komentarz do Ewangelii św. Jana, p. 2519), wskazując że „tak jak kobieta ogłosiła pierwszemu mężczyźnie słowa śmierci, tak też to kobieta była pierwszą, która przekazała apostołom słowa życia”. To również dominikanin Fra Angelico namalował w 1441 roku znany obraz Noli me tangere (Nie dotykaj mnie) przedstawiający Marię Magdalenę z Jezusem-ogrodnikiem:

 

(fot. Public domain via Wikimedia Commons)

 

Niektórzy twierdzą, że jej historia to najlepsza Dobra Nowina całej Ewangelii. To właśnie św. Maria Magdalena pokazuje, że Jezus najpierw idzie do tych, którzy Go najbardziej potrzebują – grzeszników i ubogich.

 

Maria Magdalena i Dobra Nowina

 

Ostatnio Marię Magdalenę przypomniała też inna „gorszycielka” – Lady Gaga. Broniąc się przed zarzutami katolickiej dziennikarki, która sugerowała, że piosenkarka traktuje wiarę instrumentalnie (do powiększania liczby fanów), Lady Gaga odpowiedziała: „Maria Magdalena umyła stopy Chrystusa. Była przez niego chroniona i kochana. Była prostytutką. Była kimś, kogo społeczeństwo poniża: tak jakby ona i jej ciało były śmietnikiem dla mężczyzny. Jezus ją kochał i nie osądzał jej. Pozwolił jej płakać nad sobą, otrzeć swoje stopy włosami nierządnicy”.

 

Wielu zaczęło krytykować artystkę – „przecież Maria Magdalena nie była prostytutką!”. Ale niezależnie od tego, czy zgodny z prawdą, czy nie, ten obraz świętej, która sprzedawała swoje ciało, zostanie w powszechnej świadomości. I moim zdaniem nie musimy się przed nim bronić, bo nie ma w nim nic złego – dowodzi przecież wielkości miłosierdzia naszego Boga, Jezusa.

 

Pytanie, czy umiemy Go w tym miłosierdziu naśladować. Niebawem będziemy wspominać życie krakowskiego zakonnika – świętego brata Alberta Chmielowskiego. Obok kilku innych świętych i sławnych postaci Kościoła (np. Piotra Skargi SJ) był on znany z tego, że założył i utrzymywał specjalny fundusz wsparcia dla prostytutek. Przekazywał im pieniądze zbierane wśród krakowskich wiernych po to, by nie musiały (tak często) sprzedawać swojego ciała.

 

„Chcąc ratować nędzarzy, nie należy obarczać ich napomnieniami ani prawić morałów, będąc samemu sytym i dobrze ubranym: trzeba się stać nędzniejszym od najnędzniejszego, aby go dźwignąć” – mówił brat Albert.

 

Często myślę o tym, przechodząc po krakowskim rynku czy uliczkach wokół Starego Miasta, gdy jestem zaczepiany przez kobiety z różowymi parasolkami. „Mam żonę” przestało działać już dawno. Usłyszana przeze mnie uwaga od dwóch młodych panów „jak pani może o to pytać i nosić na szyi krzyż?” spowodowała jedynie, że pani ten krzyż schowała i dalej ich nagabywała. A różowe parasolki na krakowskim rynku dalej sieją zgorszenie.

 

Tintoretto, św. Maria Magdalena (Public domain via Wikimedia Commons)

 

Tak bardzo chcielibyśmy, by z powrotem zeszły tam, gdzie ich „miejsce” – do podziemi. Nie mielibyśmy już na sumieniu tego, że codziennie w naszych miastach kobiety muszą zarabiać swoim ciałem. Że tak wielu mężczyzn codziennie uprzedmiotawia tak wiele kobiet: nie tylko w „realu”, ale i na ekranie komputera.

 

Czy ta historia będzie dalej nas gorszyć?

 

Wiem, że niektórzy powiedzą, że Maria Magdalena na pewno nie była prostytutką. Że na pewno nie była tą jawnogrzesznicą, o której mowa w Ewangelii św. Łukasza. OK, być może na to wskazują badania biblistów. Może rzeczywiście to były dwie różne postaci, które nie miały ze sobą nic wspólnego.

 

Ale wtedy warto zadać sobie pytanie – co by się zmieniło, gdyby Maria Magdalena też była prostytutką? Sprzedawała swoje ciało? Czy w takim przypadku nie należy jej się święto i status apostołki apostołów? Przecież słowo Chrystusa się nie zmieniło: „celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (Mt 21,31). Czy to naprawdę może jeszcze dzisiaj gorszyć?

 

A może gorszy nas fakt, że to kobieta została uznana za jednego z liderów najwcześniejszej wspólnoty chrześcijańskiej? Łatwiej zgodzić się na fakt, że była prostytutką, że w świadomości wielu była żoną Jezusa, ale że ma być modelem przewodzenia Kościołowi, wzorem głoszenia Dobrej Nowiny?

 

Dekret Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentu w języku łacińskim, podpisany przez kardynała Roberta Saraha – znanego hierarchę z Gwinei – nie pozostawia wątpliwości: „ta kobieta, umiłowana i droga Chrystusowi (…) ma być wzorem służby kobiet w Kościele”. Jak wskazał James Martin SJ w swoim komentarzu do dekretu „to od Marii Magdaleny powinna zaczynać się jakakolwiek dyskusja o roli kobiet w Kościele”.

 

Jezus bez jakiegokolwiek dystansu podchodził do Marii Magdaleny, kochał ją bez osądzania. To właśnie dzięki tej postawie – miłosierdzia niemającego względu na grzechy i uczynki – św. Maria Magdalena mogła odpowiedzieć tym samym. To dzięki tej postawie Jezusa Maria Magdalena niezwykle głęboko zrozumiała, o co tak naprawdę chodzi w ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. I właśnie dlatego mogła być czołowym głosicielem Ewangelii. Płeć nie ma tutaj znaczenia.

 

Nie wiem, skąd może brać się niechęć do tego typu decyzji. Bo to – jak czytamy w dekrecie Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentu – „dobra lekcja dla każdego ucznia Jezusa – aby iść do innych ludzi i ogłaszać i radość zmartwychwstania”.

Karol Wilczyński – redaktor DEON.pl, pisze doktorat z filozofii arabskiej, prowadzi projekt„Przyjąć przybysza”

Za Deon